Pacjenci często mówią: „Panie doktorze, bolało mnie kilka dni, a teraz przeszło. To chyba dobrze? nic poważnego.”.
I tu właśnie zaczyna się temat, o którym warto mówić głośno. W stomatologii ból, który mija sam, wcale nie oznacza, że problem zniknął. Często oznacza, że stał się poważniejszy.
Przykład? Pani Karolina zgłosiła się do nas z bólem trzonowca, ale… dopiero po trzech tygodniach, bo „już nie bolało”. Na zdjęciu okazało się, że próchnica dotarła do miazgi, a organizm „wyciszył” ból, bo nerw obumarł. I to właśnie był moment, w którym leczenie stało się bardziej złożone.
Dlaczego tak się dzieje? Bo ząb ma swoje etapy obrony: najpierw reaguje, wysyła sygnały, boli przy zimnie, gorącym, ucisku. A gdy stan zapalny przechodzi dalej to nerw nie jest w stanie reagować, więc ból ustępuje. Ale problem nadal rośnie. To nie ból zniknął, tylko „urządzenie” pokazujące nam ten ból, uległo uszkodzeniu i nie działa prawidłowo.
Dlatego jeśli coś zaczyna boleć, mrowić, pulsować, nie czekajmy, aż przejdzie. W 8 na 10 przypadków ból nie przechodzi „naprawdę”, tylko na chwilę się chowa. Zadziałaj, zanim ząb zrobi „niespodziankę” w najgorszym momencie.
Zarezerwuj wizytę w jednym z naszych gabinetów:
